Odznacz się skarpetą

sobota, Styczeń 24, 2015

Psycholog i fotograf, którzy postanowili podbić rynek skarpetkowy. Adrian Morawiak i Maciej Butkowski, twórcy marki  Many Mornings, przekonują, że skarpetka może być niebanalnym dodatkiem. Spotkaliśmy się w sobotnie popołudnie w centrum Warszawy, aby porozmawiać o tym, dlaczego warto nosić zwariowane skarpetki.  

Wasze hasło to „odznacz się skarpetą”. Co chcecie nim zakomunikować?

Adrian: Chcemy powiedzieć, że skarpeta nie musi być nudna. W moim domu rodzinnym zajmujemy się skarpetkami od ponad 20 lat. Moi rodzice produkowali takie zwyczajne smutne skarpetki. Ja chciałem stworzyć coś innego.

Maciej: To były skarpetki, jakie można kupić w każdym markecie. Typowe skarpety sportowe lub garniturowe bez wyrazu.

Adrian: Chcieliśmy, aby to był dodatek, od którego można zacząć dzień i który poprawi humor. To miał być element ubioru, dzięki któremu ludzie wyrażą siebie i inni to zobaczą. Na początku robiłem skarpetki tylko dla siebie. Nosząc je wiele osób uśmiechało się na ich widok. Takie same podarowałem Maćkowi, który jadąc autobusem, również wzbudzał ciekawość i uśmiech innych pasażerów. Stąd pomysł, aby stworzyć coś swojego oraz aby to powodowało pozytywnie odczucia.

Kto tworzy markę Many Mornings?

Maciej: Jest nas dwóch. Ja zajmuje się głównie fotografią, ale sporo robimy wspólnie. W pracy nad obecnie dostępną kolekcją podjęliśmy współpracę z graficzką, ale projekty zostały stworzone na bazie naszych wspólnych pomysłów.

A więc taki jest podział obowiązków?

Maciej: Podział jest taki, że jak jest coś do zrobienia, to się to robi (śmiech).

Adrian: Ja zajmuję się obsługą klienta oraz kontaktami. Piszę maile, dzwonię, robię wysyłki. W tej dziedzinie Maciek także mi pomaga, podrzuca pomysły, gdzie warto napisać i nawiązać współpracę. Uzupełniamy się. Nie spodziewaliśmy się, że odbiór marki przez rynek będzie tak dobry i że będziemy mieć tak dużo pracy. Jak coś jest do zrobienia, to ustalamy, kto jest mniej zajęty i ta osoba to robi. Tak to działa.

Czy Many Mornings stanowi wasze główne zajęcie?

Maciej: Teraz to powoli staje się naszą główną działalnością. Tak naprawdę wszystko do tego prowadzi. Od kiedy zaczęliśmy prowadzić Many Mornings, czyli od listopada zeszłego roku, pracujemy bardzo intensywnie nad rozwojem marki. Wkładamy w nią wszystkie siły, wolny czas, równolegle pracując i studiując. Ja dziennie studiuje fotografie w Łódzkiej Szkole Filmowej i to są bardzo intensywne studia. Każdego dnia po zajęciach spotykam się z Adrianem i pracujemy do późnych godzin.

Adrian: Ja jestem psychologiem. Właśnie skończyłem studia. Już na studiach rozpocząłem współpracę z uczelnią i wykładowcami. Otrzymałem z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego fundusze na własne badania, więc prowadzę całkiem duży projekt rozpisany na trzy lata (Diamentowy Grant – przyp. autora). Miałem zajmować się wyłącznie nauką, a stało się tak, że robię skarpetki. Daje 90% siebie na skarpetki, 70% na naukę. Czyli 160% normy! Często wcześnie rano robię wysyłki, nieustannie odpowiadam na maile. Tak jak Maciek, pracuje intensywnie. Wydaje mi się, że działam dosyć szybko w porównaniu do innych osób, dlatego jest mi trochę łatwiej wszystko pogodzić. Prowadzę też zajęcia na uczelni (Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej – przyp. autora). Uczę statystyki i publikuję swoje prace naukowe. Nagle zacząłem robić markę skarpetkową i bardzo podoba mi się ta odmiana. Czas pokaże, czym będę zajmował się w przyszłości na pełen etat.

A kto produkuje te skarpetki?

Adrian: Zaplecze technologiczne jest w Aleksandrowie Łódzkim, gdzie moi rodzice mają przedsiębiorstwo. Ale to nie jest tak, że oni to robią. Poszedłem do rodziców, nauczyłem się obsługi maszyn, ich programowania, projektowania wzorów pod te maszyny. Dowiedziałem się jak zachowują się surowce, na co trzeba zwrócić uwagę. Przy tworzeniu pierwszej kolekcji, realizowaliśmy nasze projekty na maszynach i sprawdzaliśmy jak to wychodzi. Zawsze możemy liczyć na pomoc obecnych w fabryce operatorów maszyn. Jednak to my sami musimy dopracować każdą skarpetkę.

Maciej: Mieliśmy okazję spędzić trochę czasu w fabryce i nauczyć się produkcji od podstaw. Zostało nam udostępnione kilka maszyn, dlatego możemy tam pracować i testować nowe wzory.

Jaki macie pomysł na promocje i strategię rozwoju firmy?

Adrian: Zaczęliśmy mocno rozwijać nasz profil na Facebooku. Z tygodnia na tydzień przybywa nam fanów, którzy komentują i lubią nasze posty. Widzimy ich spore zaangażowanie. Chcemy rozruszać inne media społecznościowe, takie jak Instagram, Tweeter oraz Pinterest. Działamy dwa miesiące, a konkurencja jest spora. Istnieją firmy, które robią kolorowe skarpetki od roku lub dwóch lat, a mają mniejszy odzew. Chcemy się komunikować za pomocą zdjęć, ponieważ Maciek jest fotografem i musimy to wykorzystać. Planujemy wchodzić we współpracę z innymi markami. Mamy takie doświadczenie już za sobą. Wraz z The Urban Beard zrobiliśmy skarpetki na targi Mustache. Jesteśmy w trakcie rozmów z innymi markami.

Byliście gościem w Radiu Czwórka, jesteście partnerem projektu „Noś się świadomie”, ogłosiliście konkurs wraz z Magazynem Hiro. Gdzie medialnie chcecie się pojawiać?

Maciej: Chcemy maksymalnie wykorzystać networking. Jeżeli chodzi o media tradycyjne, na razie nie jest naszym celem, aby pojawiać się w telewizji.

Adrian: Chcemy, aby pisano o nas jak najczęściej. Komunikujemy się z rożnymi osobami piszącymi o modzie. W ten sposób trafiliśmy na Ciebie. Nie wybieramy takich osób przypadkowo. Jeżeli ktoś ma o nas napisać, to musi być to osoba, która interesuje się rynkiem. Nie rozsyłamy darmowych skarpet tak po prostu, mówiąc „pomóżcie nam i napiszcie o nas w zamian za skarpetki”.

To raczej Wy pomagacie. Postanowiliście, że będziecie oddawać jedną parę skarpet za każdą sprzedaną. Czy to opłaca się tak świeżemu biznesowi?

Adrian: My patrzymy na biznes nie tylko od strony finansowej, ale także społecznościowej. Od początku uznaliśmy, że to ma być działalność, który da ludziom coś więcej. Inspirowaliśmy się marką TOMS, która chyba jako pierwsza na świecie wyszła z takim modelem biznesowym one-to-one. Oni rozdają buty, za każdą sprzedaną parę. Buty trafiają do dzieci z ubogich rodzin na całym świcie. My pomyśleliśmy, że skoro mamy skarpetki i sami je robimy, to dlaczego nie możemy ich rozdawać.

Maciej: To jest maksymalne wykorzystywanie naszych możliwości. Mając dostęp do zakładu produkcyjnego, możemy sobie na to pozwolić. Dlatego stworzyliśmy akcję share a pair.

Adrian: Do tej pory rozdaliśmy ponad tysiąc par skarpet. Niebawem będziemy robić drugą wysyłkę. Około dwa tysiące zostanie rozdanych. Jesteśmy z tego dumni. Zawsze jak wręczamy skarpetki, widzimy czyjąś radość i uśmiech. To taka mała rzecz, a dla kogoś bardzo ważna i pomocna. Ten program przynosi efekty społeczne. Nie zrobiliśmy tego po to, aby ludzi nabierać hasłem „spójrzcie jesteśmy marką dobroczynną, kupujcie nasze skarpetki”. Nie promujemy tego, jako pierwszorzędną rzecz. Zawsze najpierw pokazujemy nasze projekty. Dopiero później ludzie zwracają uwagę na taki program. To jest ekstra dodatek od nas, dla innych ludzi. Nasza skarpetka ma się bronić sama.

A czy skarpetka może być modnym produktem wartym pożądania?

Maciej: Zdecydowanie. Przyszły takie czasy, że każdy element ubioru może stać się pożądany. Ludzie chcą być indywidualistami, zwracać na siebie uwagę ciekawym ubiorem i dodatkami. Mamy dostęp do wszystkiego, wybór jest ogromny, więc jest miejsce i rynek na ciekawe skarpetki. Po odbiorze naszego projektu, widzimy, że ludzie tego potrzebują. Chętnie podrzucają nam własne pomysły.

Czy w czasach, gdzie wszyscy chcą być oryginalni i kreatywni łatwo jest założyć markę odzieżową i wypromować nowy produkt?

Adrian: Myślę, że jest bardzo trudno, bo wybór jest ogromny. Sukces jest sumą czynników, na które składa się ciężka praca, dobry pomysł, który wyróżnia się na tle innych produktów dostępnych na rynku, trochę szczęścia oraz ludzie, którzy zwrócą na to uwagę. Nie da się ukryć, że coś może być mało ciekawe, ale jeśli ktoś odpowiednio o tym opowie, to staje się to modne.

Czyli dochodzi do tego jeszcze storytelling?

Adrian: Tak, zdecydowanie. My tego nie mieliśmy, dlatego postawiliśmy na design. W ten sposób zapełniliśmy lukę i zapotrzebowanie na polskie kolorowe skarpetki. Już po tak krótkim czasie działalności widzimy, że niektórzy zaczynają się na nas wzorować. Uważamy, że jest to dowód na to, że zrobiliśmy krok w dobrym kierunku. To też widać po reakcjach naszych odbiorców.

Czy jesteście porównywani do największej marki skarpetkowej Happy Socks i jeśli tak, to jak na to reagujecie?

Adrian: W czasie tragów trochę nas smuciło i jednocześnie cieszyło to, że ludzie podchodząc do naszego stoiska mówili „O zobacz, happy socksy”. Ale cieszymy się, że kojarzy się nas z marką na wysokim poziomie. Absolutnie nie kopiujemy ich, mamy swoje wzory, robimy coś w innym stylu.

Kim są Wasi klienci?

Maciej: Nie da się tego określić? Nie ma segmentacji.

Adrian: Nasi klienci są różnorodni. Niektórzy to hipsterzy i wiele osób mówi, że nasza marka jest hipsterska. Ale są to też panowie po czterdziestce, nastolatkowie. Każdy może być klientem Many Mornings. Mamy wzory dla ludzi odważnych i dla tych preferujących bardziej stonowane dodatki. Co najbardziej zaskakujące, często Ci ceniący klasykę wybierają najbardziej zwariowane skarpetki.

Skarpetki można kupić na waszej stronie internetowej, w innych butikach internetowych, oraz na targach. Czy planujecie otwarcie dodatkowych kanałów sprzedaży?

Adrian: W Warszawie są cztery punkty, które sprzedają nasze skarpetki. We Wrocławiu jest sklep, w którym można je dostać. Lada moment pojawimy się w kolejnych miastach.

Maciej: Chcemy być obecnymi w każdym większym polskim mieście, aby każdy mógł obejrzeć i dotknąć naszego produktu, a to jest naprawdę dobry produkt.

Adrian: Jesteśmy dostępni na portalach internetowych takich jak DaWanda, MyBaze, Decobazar, Pakamera, Showroom oraz Etsy. Plan obecności w kanałach sprzedaży został zrealizowany. Naszym kolejnym krokiem jest współpraca z zagranicznymi portalami.

Czy w dobie Internetu potrzebne Wam są sklepy stacjonarne?

Maciej: Tak, ponieważ ludzie cały czas chcą oglądać produkty i móc ich dotknąć. Zapytują też o to, gdzie można nas kupić. Czasami potrzebują skarpet na już, na prezenty, wiec nie mają czasu na oczekiwanie na przesyłkę.

Adrian: Naszym wyróżnikiem jest jakość, a na zdjęciach widać przede wszystkim wzór. Jeśli klient weźmie naszą i konkurencyjna skarpetkę do ręki, poczuje znaczną różnice. Wtedy może przekonać się do nas. Cały czas rynek kupowania tradycyjnego działa prężniej niż sprzedaż internetowa. Dlatego ważne jest, aby być dostępnym w różnych miastach, szczególnie w popularnych punktach odwiedzanych przez dużą liczbę osób.

Maciej: Czasami łatwiej jest być zauważonym w sklepie stacjonarnym niż przez online, gdzie jest milion produktów. Większość polskich sklepów internetowych ma bardzo szeroką ofertę, przez którą ciężko przebrnąć, no chyba że ktoś dokładnie wie czego szuka.

Adrian: Wiele marek zyskuje klientów dzięki obecności na targach. Dlatego tam też jesteśmy dostępni. Będąc w kilku miejscach badamy, które zyskują największą popularność. Po pierwszym półroczu będziemy mogli porównać, jaka była sprzedaż stacjonarna, a jaka internetowa. Wtedy zadecydujemy, gdzie należy najmocniej się promować. Okres świąteczny był boomem na prezenty, co trochę „psuje” nam statystyki.

Podoba mi się Wasz lookbook. Czy w takim klimacie będą utrzymane kolejne sesje?

Maciej: Jeszcze nie wiem (śmiech). Myślę, że najpierw stworzymy nową kolekcję, a następnie zaplanujemy, w jaki sposób ją pokazać.

Kim są modele na tych zdjęciach?

Maciej: To są nasi znajomi, albo znajomi znajomych, nawet członkowie rodziny. To była spontaniczna akcja. W tydzień zorganizowaliśmy wszystko. Na planie panowała super atmosfera, totalny luz. Wszyscy dobrze bawiliśmy się podczas realizacji tej sesji.

Czy macie pomysły na wiosenną kolekcję?

Adrian: Teraz skupiamy się na krótkiej kolekcji styczniowej. Kończymy projektowanie i zaraz ruszamy z produkcją. Potem zajmiemy się kolekcją wiosenną. W zapasie mamy pomysły pochodzące jeszcze z poprzedniego roku, kiedy obmyślaliśmy strategie rozwoju marki.

Maciej: Mamy tyle pomysłów, że moglibyśmy je realizować przez najbliższe kilka lat. Nasze plany zakładają dwie duże kolekcje: wiosna-lato, jesień-zima, a oprócz tego serie limitowane, jak tylko przyjdzie nam coś do głowy. Przykładem tego jest kolekcja świąteczna. Są to karpie łuski, styl norweski na grubszej zimowej skarpetce, oraz skarpetka z choinka ozdobioną bombkami. Nie chcemy podążać za panującymi trendami, chcemy proponować to, co nam się podoba i w ten sposób rozwijać Many Mornings.

A jak myślicie, co jest Waszą najmocniejszą stroną, a nad czym musicie najbardziej popracować?

Adrian: Cały czas musimy pracować nad organizacją czasu. Chcemy zautomatyzować niektóre nasze prace, po to, aby wygospodarować więcej czasu na pracę kreatywną. Jesteśmy na dobrej drodze, cały czas pracujemy nad podziałem obowiązków.

Maciej: Na razie naturalnie się uzupełniamy. Dobrze znamy się i znamy własne możliwości. Mamy do siebie pełne zaufanie. Każdy z nas maksymalnie angażuje się w Many Mornings. Wkładamy w ten projekt całe serce i dlatego to dobrze działa.

A co z mocnymi stronami?

Adrian: Z mojej perspektywy, po dwóch miesiącach działalności, zauważam, że naszą najmocniejszą strona jest otwartość. Nawiązujemy dobry kontakt z klientem. Dla nas nie stanowi problemu dostarczenie skarpetek do klienta nawet późną porą. Szybko odpowiadamy na maile i zapytania. Jesteśmy zaangażowani w to, co robimy. Nie jesteśmy firmą od 9:00 do 17:00. Działamy szybko. Specjalny wzór skarpetki na targi Mustache zrobiliśmy w dwa tygodnie. Ostateczny wzór powstał tuż przez targami.

Czy mając w ofercie jedynie skarpetki można zawojować rynek?

Adrian: Rynek skarpetkowy tak. Skarpetka może „współpracować” z innymi partiami garderoby, np. obuwiem, bielizną, muchami.

Maciej: Klient może mieć kilka par, a wzorów może być milion. Na skarpetach można mieć wszystko. Dodatkowo zużywają się. Nie chcemy wprowadzać innych produktów. To są nasze początki, nie wiemy, co się stanie za dwa lata.

Jakie macie marzenia związane z Many Mornings?

Adrian: Chciałbym mieć butik w Berlinie lub Amsterdamie, oraz poczucie, że stworzyłem silną i rozpoznawalną markę. Już mamy sporą grupę odbiorców w Niemczech. Wysyłki poszły do pięciu innych państw. Chcemy mieć też czas na życie prywatne i nasze inne zainteresowania.

Maciej: Chcemy być rozpoznawalni w Europie w ciągu dwóch najbliższych lat. Chcemy ciężko pracować, ale nie zatracać się w tym, co robimy.