(YVES) SAINT LAURENT W MIEŚCIE ANIOŁÓW

środa, Październik 8, 2014

Czyżby nawet Cathy Horyn zmieniła o nim zdanie? Dwa lata temu napisała o pewnym projektancie, że jego kolekcje są mniej warte niż „pudełko metek Saint Laurent”. W wyniku owej krytyki ta znana dziennikarka New York Timesa dostała zakaz wstępu na pokazy marki. Hedi Slimane, dyrektor kreatywny, nie zgodził się bowiem z jej opinią, w której jasno dała do zrozumienia, że marka, pod dowództwem nowego projektanta, zatraciła swój luksusowy charakter. Zdaniem Slimane’a, dziennikarka pokazała brak otwarcia na innowacyjność oraz brak szacunku do zmarłego mistrza Yves’a.

Dwa lata musiały minąć, aby Horyn zmieniła zdanie i przyznała, że moda w ostatnim czasie uległa komercjalizacji i nie dotyczy to wyłącznie domu mody Saint Laurent. Wyniki sprzedaży mówią same za siebie – w pierwszej połowie 2014 roku, wzrosła ona o 25% w stosunku do kolekcji z poprzedniego roku. Ale czy naprawdę młody i dynamiczny Hedi Slimane zatracił dziedzictwo genialnego Yves’a Saint Laurenta? Można odnieść wrażenie, że od momentu objęcia sterów nad marką, w marcu 2012 roku, dokonuje on rewolucyjnych zmian w błyskawicznym tempie. Do jego najbardziej kontrowersyjnych decyzji można zaliczyć: zmianę logo, przeniesienie głównego studia projektowego z Paryża do Los Angeles oraz odświeżenie klimatu panującego w butikach marki. Każdy z jego ruchów biznesowych spotykał się z krytyką środowiska modowego, zarzucającego Slimane’owi próby odcięcia się od prawdziwego DNA oraz dziedzictwa imperium mody. Pojawiły się także głosy, że takie projekty, jakie on proponuje, można znaleźć w śmieciówkach typu Zara czy H&M, co zwyczajnie nie przystoi ekskluzywnej marce.

Jednak, gdy bliżej przyjrzymy się choćby pierwszym dwu, tak mocno krytykowanym, kolekcjom możemy odnaleźć wiele nawiązań do dawnych projektów Yves’a Saint Laurenta. Pierwsza, na wiosnę/lato 2013, to odświeżenie kultowego damskiego smokingu w nieco mrocznym klimacie. Podczas pokazu obserwowaliśmy lata ’60 w nowoczesnym wydaniu oraz piękne motywy zwierzęce przeplatające się na zwiewnych muślinach.

 

 

Kolejny sezon, jesienno-zimowy, był obrazem buntu, przejawiającego się w grunge’owych sylwetkach. To kolejne nawiązanie do projektów z lat ’70 oraz słynnej kolekcji Libération de Paris. Slimane, prezentując kalifornijski grunge, wyraźnie inspirował się kolekcją Yves’a, która była odpowiedzą na fascynacje kulturą paryskich i amerykańskich bitników. Kolejną kolekcją, nawiązującą do lat ’80, była linia zaprojektowana na jesień/zimę 2013. Był to ujarzmiony rockowy styl w luksusowym wydaniu. Pokaz otwierała Edie Campbell ubrana w czarną cekinową minisukienkę z głębokim dekoltem. Po niej pojawiła się seria krótkich sukienek i wariacji na temat smokingu w towarzystwie ramoneski i cekinowych marynarek. Dominującymi wzorami były centki, panterka, paski i usta w stylu Warhola. To nie jest wprawdzie kolejna rewolucja na miarę Yves’a, ale ukazanie silnej kobiety, którą w odpowiednie narzędzia jako pierwszy wyposażył genialny mistrz.

Z kolei ostatnie dwa sezony to dominacja retro, trapezowych spódnic i sukienek, które przypominają kolekcję Rive Gauche. Po raz kolejny pojawiają się cekiny, mocno zbudowane ramiona, peleryny, czarna skóra, oraz futra. Modelki wyglądają jak dziewczyny gwiazd rocka w bardzo nowoczesnym wydaniu.

Yves inspirował się stylem ulicy i nieustannie szukał alternatywny dla krawiectwa luksusowego. Narażał się prasie krytykując modę couture, którą nazwał „muzeum” i która „ugrzęzła w nudnej tradycji dobrego smaku i wyrafinowania”. Slimane jest daleki od nudy, a swoich inspiracji szuka przez kolaboracje z muzykami takimi jak Daft Punk, Courtney Love, Kim Gordon oraz Marilyn Manson. W jednym z projektów pt. „Fashion Diary” Slimane fotografuje muzyków, którzy samodzielnie stylizują się do sesji zdjęciowych. Ubrani są oczywiście w projekty Saint Laurent Paris. Jego muzami są znane topmodelki oraz dziewczyny takie jak Sky Ferreira czy Grimes. To również dowód na korzystanie ze spuścizny Yves’a, który ubrał do ślubu Micka i Biancę Jaggerów w pasujące do siebie smokingi, a także miał swoje muzy w postaci Cathrine Denevue, Betty Catroux czy Loulou de la Falaise. Dziś Mick Jagger, Jack White, oraz zespoły The Libertines, Franz Ferdinand a także The Kills są najbardziej wiernymi klientami młodego projektanta.

    

Nowe logo, które początkowo wzbudzało wiele kontrowersji, szczególnie z powodu usunięcia imienia z nazwy, to także nie kaprys Slimane’a, a powrót do źródeł. Pisane czcionką Helvetica nawiązuje do szyldu pierwszego flagowego butiku z kolekcją pret-a-porte Rive Gauche z 1966 roku. Zamiarem Slimane’a było mocne odcięcie się od linii couture poprzez stworzenie całkiem nowych pret-a-porte.

            

Warto przypomnieć, że Yves większości swoich projektów nie stworzył w Paryżu, a w Marakeszu. Afryka zapewniała mu spokój i wyciszenie oraz ucieczkę od presji środowiska. Tak samo Slimane lepiej czuje się w mieście aniołów, gdzie postanowił przenieść główne studio projektowe marki, co spotkało się ze szczególnym uznaniem Pierre’a Bergé. Zresztą biznesmen docenił go już po raz drugi. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce w 1996 roku, gdy Slimane został zatrudniony na kilka lat przez duet Saint Laurent – Bergé, jako główny projektant linii męskiej. Jego kolekcje dostawały owacje na stojąco od samego mistrza.

Wygląda na to, że celem Hediego jest przypomnienie o prawdziwych wartościach paryskiej firmy. Sposób krojenia garniturów, zarówno damskich jak i męskich jest priorytetem w domu mody pod jego skrzydłami. Nawet umiejscowienie butików w Paryżu, Nowym Jorku Berlinie oraz Londynie musi nawiązywać do klimatu marki, panującej energii, stylu młodych ludzi, a to wszystko w otoczeniu głęboko zakorzenionej tradycji wielkich miast. Hedi jakby podążał za słowami Yves’a, który odchodząc na emeryturę obwieścił koniec haute couture.